Close

    • Martwa królowa przyciągająca urokiem

      Pamiętajcie na ryby zawsze jest pora, i wyniki nie świadczą o tym czy woda jest dobra czy zła. Każdy lubi co innego, a na tej wodzie jest prawie wszystko, przeróżne rybki, zwierzęta, flora.Jeszcze raz pozdrawiam i do zobaczenia nad wodą. Dawno temu, kiedy młody człowiek w głowie miał zabawę w wojnę na podwórku z kolegami, Ojciec zabrał mnie nad oblodzoną rzekę, na której siedziało mnóstwo wędkarzy na ryby. Dokładnie nie pamiętam całego wypadu, ale kilka szczegółów zapadło mi w pamięci.



      Pamiętam, ze na lodzie siedziało grubo ponad dwustu wędkarzy, wyglądali jakby było im zimno i dlatego tak blisko siebie siedzieli. Pamiętam jak siedziałem zmarznięty nad przeręblem i przepływająca środkiem barka ruszyła cały lód. Byłem wtedy, bardzo przestraszony, bo nie wiedziałem, co się dzieje.Pamiętam jak nagle zaczęło się pospolite ruszenie na lodzie. Kiedy u ostatniego wędkarza pojawiły się dwa okonie, cała wiara biegiem biegła aby robić przeręble zaraz za nim z okrzykami ? Okoń wchodzi z Zatoki?. Biegłem również za Ojcem jak wszyscy. Ale najbardziej zapamiętałem oblicze samej rzeki, jej szerokość, to jak jest duża. W tamtym czasie ta wielkości powodowała, ze uważałem to za tajemniczy, niezbadany teren.

      Kolejne kontakty z ta woda miałem tylko wzrokowe, kiedy to także z Ojcem jeździłem na okoliczne kanały, zawsze przecinaliśmy tą rzekę bądź przejeżdżaliśmy zawsze nad samym jej brzegiem, żeby dotrzeć do celu. Po mimo dorastania pogląd o tej rzece nie zmieniał się, nadal uważałem, że jest to tajemniczy nie do końca wybadany teren. Cały powtarzałem sobie, że kiedyś tam wrócę i będę odkrywał potencjał, który drzemie w tej rzece.
      Człowiek dorastał, wyrobił sobie kartę wędkarską i przy wykupywaniu pozwoleń oszalał:-
      - Bierze pan tylko nizinne ? pytała Pani skarbnik z mojego koła
      Zapytałem:
      - a co ma Pani jeszcze do zaoferowania?
      - Wisła 6,Elbląskie oraz Martwa Wisła?
      Kiedy usłyszałem Martwa Wisła przestałem słyszeć co mówi do mnie Pani skarbnik, widziałem tylko jak rusza ustami, ale myślami już byłem na rybach nad Martwą Wisłą.
      Byłem w takim amoku, że odpowiedziałem:
      - Biorę wszystko - i wyszedłem z biura dumny jak paw.



      Czułem, że wracam w rejony, które zauroczyły mnie wędkarstwem.
      Od tamtego czasu większości moich wypadów jest skierowana w tamtym kierunku.
      Sama, rzeka nie jest łatwa, jest bardzo kapryśna, ale potrafi zaskoczyć i rozkochać w sobie nawet najbardziej wybrednych wędkarzy. Do zdobycia jest tam każdy gatunek ryby i to nie tylko śródlądowych, ale także morskich. Często słyszałem, że łapie się tam flądrę, nawet dorsze na odcinku ujściowym ( tu podkreślam, że tylko słyszałem, nigdy sam dorsza tam nie złapałem).Zimą pojawiają się poważne okonie, które wpływają z Zatoki Gdańskiej, o Zatokowych sandaczach krążą opowieści, jakie to one w tamtym roku były olbrzymie. Naprawdę każdy wędkarz znajdzie tu coś dla siebie. Najlepszym dowodem na różnorodność są wędkarze. Idąc brzegiem i szukając miejsca często spotyka się karpiarzy, spinningistów, spławikowców, gruntowców oraz sumiarzy, na wodzie zawsze jest kilka łódek szukających drapieżnika.

      Moim ulubionym miejscem jest odcinek w okolicach śluz kanałów Piaskowego i Śledziowego. Niestety jest odcinek bardzo łatwo dostępny dla każdego, a co za tym idzie jest tam olbrzymia presja wędkarska. W okresach letnich praktycznie, co dziennie jeżdżą wędkarze na nocki, jeżeli jedzie się w ?dzień? to nad wodą trzeba być najpóźniej koło godziny czwartej rano, potem jest problem z ciekawymi miejscami.
      Mimo tak dużej presji wędkarskie woda nie jest przynęcona a rybki jak są w okolicy to współpracują. Największym zagrożeniem tej wody są okoliczni mieszkańcy wiosek, którzy na potęgę wyciągają z wody, co mogą i w każdy zakazany sposób. Często są sytuacje, że podchodzą tubylcy z rybkami i za przysłowiowe ?na flaszkę? je sprzedają, z resztą w dalszej części opiszę jedną taką sytuację.
      Starczy już tych, wspominek, czas przejść do rzeczy, bo łezka w oku się zakręci


      W obecnym roku wypadów mnóstwo, opisze tylko te, które były naprawdę godne uwagi i zawsze coś działo się na nich.
      Zacznę od przełomu lutego i marca. W tym okresie zawsze jestem pochłonięty wyprawami dorszowymi, ale pewnego dnia wpadłem na pomysł, żeby zrobić rekonesans jak tam moja miejscówka wygląda. Wsiadam w samochód z rodzinką, wypad pod kryptonimem spacer. Mój cel to sprawdzić czy już zeszły lody. Ląduję na woda, spacer nie wypala, ponieważ żona stwierdza nagle, że jest za zimno, Ja osiągam swój cel. Kra na rzece, uśmiech na ustach. Szybka nawrotna do domu. Biegnę po schodach cały nakręcony, siadam do kompa i sprawdzam pogodę długoterminową. Okazuje się, że w najbliższym tygodniu temperatura dodatnia.
      Następnego dnia wchodzę do wędkarskiego i już robię pełne zakupy śródlądowe. Sprzedawca strasznie zdziwiony zadaje pytanie:
      - Gdzie pan jedzie ze tyle już kupuje?
      Odpowiadam:
      - Martwa Wisła
      - OOO Panie to za szybko i za zimno jeszcze na rzekę.
      Odpowiadam:
      -Jak się jedzie po rybki to może i za szybko, a jak się lubi wędkować to nigdy nie jest za szybko, za zimno, po prostu się jedzie.


      Mija tydzień pracy. Piątek 23:30 już postawiony do pionu, szybka herbatka, termos pełny i ruszam. Koło godziny 1:00 jestem na brzegu. Wychodzę z auta, rozglądam się i czuje, ze będzie pięknie.
      Pojawiają się pierwsze problemy, ziemia jest tak zmarznięta i twarda, że nie sposób wbić podpórki. No, ale na wszystko znajdzie się sposób. Szybko biegnę do samochodu po młotek i popsutą podpórkę. Tym kompletem porobiłem sobie otwory na docelowe podpórki. Kijki rozłożone, zestawy w wodzie. Siadam na siedzisku otwieram termos, rozglądam się dookoła myślę sobie ? naprawdę jest pięknie?.
      Wszędzie w około pozostałości po śniegu, ze słupa elektrycznego, koło które siedzę, zwisają i spadają sople, wszystko w koło lekko białe.
      Do godziny 10:00 bez brania. Ale celem wypadu nie było na trzaskanie potężnej ilości ryb tylko wypad nad wodę. Nagle szczytówka lekko się ugina i odskakuje, podchodzę do kijka pełen nadziei, kolejne ugięci i zacinam. Pusto, przy zwijaniu zestawu zauważam identyczna akcje na drugim feederku. Rozglądam się po wodzie i już wiem, w czym tkwi problem. Została otwarta śluza od kanału Śledziowego i wydostaje się cała zebrana kra z kanałów. Nic, trudno przerwa.Po odczekaniu koło jednej godziny spokojnie mogę wrócić do wędkowania.
      Kolejna akcja, szczytówka w ruchu, szybko sprawdzam wodę czy to nie kolejna przepływająca kra. Już mam zaczynać, ale nagle słyszę za plecami:
      -Dzień dobry ziomek
      Odwracam się a tam stoi gość, wyglądający jak by wrócił z wojny, głos jak śmierć.
      Niepewnie odpowiadam:
      - Dzień dobry
      Rozmowa się rozkręca;
      - I jak chodzi rybka?
      - No właśnie miałem pierwsze branie a Pan mnie straszy
      - Hehehe; Tu nic nie złapiesz
      - Dlaczego?
      Nagle, gość pokazuje mi reklamówkę pełną leszczy takich do kilograma.
      Bez zastanowienia pytam się:
      - Gdzie Pan to złapał?
      - Tu obok
      - Jak obok? Skoro stoję tu od 1:00 rano i nikogo w pobliżu nie było?
      - No dobra nie ważne ( dziwnie chrząknął)

      Od razu wydało mi się to podejrzane. Słyszałem dużo o tubylcach, którzy polują na rybki w tym rejonie.
      W tym momencie myślałem, że rozmowa się urwała i ?Diabeł? odszedł, ale nie nagle słyszę:
      - Ziomek chcesz kupić te leszcze?
      - Pokaże Pan ta siatkę?
      Kiedy zajrzałem, zauważyłem że rybki jeszcze się ruszają. Poczułem misję.
      - Biorę, ile za nie?
      - Na flaszkę i będzie git
      - To 20 zł starczy?
      - Starczy
      Zapłaciłem ?Diabłu? i od razu rozwinąłem siatkę, włożyłem rybki do siatki w celu sprawdzenia czy dadzą jeszcze radę, czy już padły. Podczas wkładania ich do siatki oglądałem każdego dokładnie. Żadna rybka nie miała śladów haka na pysku, wnioskowałem, że chyba na wędkę to one nie zostały złapane.
      Minęło kolejna godzina, leszczyki w siatce żwawo zaczęły się ruszać, bardzo cieszył mnie ten widok, bo celem docelowym rybek była rzeka, a nie siatka. Tak przyglądałem się tym leszczom a tu nagle branie. Podskakuję z siedziska, chcę łapać wędkę a tu słyszę:
      - Dzień dobry
      Hmmm myślę ?Diabeł? znowu przyniósł rybki, bo wyczuł, że ma kasę.
      Odwracam się a tam stoi starsza para. Kamień spadł mi z serca.
      - Dzień dobry.
      - Bierze coś?
      - Niestety miałem dwa brania, raz nie zaciąłem, bo zagadałem się z tubylcem, drugi raz też bez zacięcia, bo rozmawiam z Państwem?
      - No jak nie bierze jak ma Pan cała siatkę ryb.
      - Hehe rybki kupiłem od tubylca, żeby wypuścić je.
      - AAA to inna sprawa .Nie za zimno na rybki
      - Nigdy nie jest za zimno, na rybki się jeździ cały rok, nie tylko latem jak jest przyjemnie i wygodnie.
      - No tak, ale nie każdy ma tak wyrozumiałą żonę.
      - Hehe to prawda

      Przez resztę czasu zero kontaktu z rybką. Wiadomo jak to człowiek reaguje jak nie bierze, znaczy się zmiany przyponów, przynęt itd.. Ale wynik był zerowy, w pewnym momencie zrobiło się naprawdę zimno i stwierdziłem, że na dziś chyba już starczy. Spojrzałem na siatkę i pomyślałem, trzeba się za Was wziąć. Rybki były bardzo żywe, pojedynczo wpuszczałem je do wody.Każda żwawo odpłynęła. W tym momencie pomyślałem sobie, jaki to był dobry wypad. Każdy zadowolony, ?Diabeł? ma flaszkę, rybki wróciły do domu, a ja byłem na rybkach w miejscu, w którym uwielbiam spędzać czas.
      Wróciwszy do domu w drzwiach żona od razy pyta mnie czy zmarzłem, czy brały rybki, czy dobrze się czuję, że w taki ziąb jadę nad wodę, co tam się działo. W myślach wszystko jej chciałem opowiedzieć, ale byłem tak wykończony, że nawet nie zacząłem, a już spałem.
      Od tamtego pory wypadów było mnóstwo, ale po za tym, ze nie złapałem tam ani jednej rybki, nic szczególnego się nie działo.
      Przeprowadzając rozmowy ze znajomymi, pytając wędkarzy na forach, wnioskowałem,że ten rok na Martwej Wiśle będzie bardzo słaby. Od końca lutego do połowy lipca sporadyczne osoby łapały sporadyczne ryby. Sporo ludzi zaczęło się zastanawiać czy woda nie jest zanieczyszczana., czy tubylcy nie kłusują, czy woda nie przynęcona. Każdy psioczył, narzekał, ze to koniec tej rzeki. Sam miałem chwile słabości, kol Minus ( portal wedkuje.pl ) też się ode mnie nasłuchał jak już chciałem dąć sobie spokój z ta wodą. Ale kiedy wracałem do domu mówiłem sam do siebie, że kolejny wypad będzie lepszy.
      Pamiętałem poprzedni rok, kiedy to rybki brały dopiero od początku sierpnia. Cały czas ładowałem sobie głowę, że nie zrezygnuję z tej wody, bo to ona mnie zaraziła wędkarstwem.
      Pewnego dnia dzwoni do mnie, kol. Arek z propozycja dwóch nocek na Martwe Wiśle. Nie zastanawiając się przytaknąłem, że wchodzę w ten wypad.
      Arek ląduje na brzegu koło godziny 14:00. Dzwoni do mnie, ze woda martwa nic się nie dzieje. Dołączam koło godziny 20:00. Tego dnia rozłożyliśmy się w trzcinach bliżej śluzy kanału Piaskowego. Miejsce wygląda bardzo rybnie i nie pozostaje nic tylko się rozkładać.

      Przed zapadnięciem nocy zestawy w wodzie. Tym razem nad wodę nie zabrałem feederów tylko delikatne pickery. Nie nastawiałem się na jakieś tam poważne rybki, chciałem odpocząć i przy okazji po wędkować.
      W nocy niestety nic, zero kontaktu z rybka. Arek próbował na wszystko, w wodzie lądowały, pęczki robaków, rosówki, filety, żywce, trupki, dosłownie wszystko i nic, zero brania.
      Koło godziny 5:00 siadła mgła. Z poprzedniego roku pamiętałem m, ze w mgle na tym odcinku rybki naprawdę ładnie brały.
      Szybko się przezbroiłem na delikatne zestawy na leszcze. Spoglądam na wodę i widzę, że chyba cos się ruszyło. Boleń strasznie mocno gania za drobnica, owa drobnica pływa mi pod nogami.
      Chwilkę po tym jak zestawy wylądowały w wodzie mam branie, zacinam i jest. Szok, uśmiech, radość. W końcu są tu ryby, cierpliwość została wynagrodzona.
      Wychodzi leszczyk za leszczykiem. Hmmm powtórka z poprzedniego roku. Koło godziny 12:00 brania siadły. Słońce zaczęło prażyć, siadł wiatr idealne warunki do opalania.
      Zacząłem opowiadać Arkowi historie, w połowie jakoś dziwnie wyczułem, że Arek albo gdzieś poszedł albo jej nie słucha. Podchodzę do jego stanowiska i widzę a On sobie, śpi. Myślę niezły czubek z Ciebie, tyle czasu sam do siebie gadasz.



      Podczas gdy Arek spał ja łapałem rybki w najlepsze. Niedźwiedź wstał i podszedł do mnie, pogadaliśmy, pojedliśmy, siadam na siedzisku i nagle mega branie ? Wędkę ściąga do wody, szybko zacinam, i czuje mocna dechę. Chciałem krzyknąć ? Arek daj, podbierak?, ale Arek już stał gotowy do akcji.
      Na kiju bardzo delikatny zestaw, wędka w połowie zgięta, cóż to może być. Myślałem, że może jakiś poważniejszy leszczyk. Troszkę musiałem się na ćwiczyć, ale ryba w zasięgu wzroku i szczęka opada. Sandacz na białe robaki. Podholowuje go do podbieraka, wyciągamy, mierzymy i moja zdobycz ma 53cm. Pierwszy mój tak duży sandacz i do tego na białe robaki. Kilka zdjęć i siadam nadal do wędek.
      Strasznie ta rybka mnie ucieszyła. Mówiłem do Arka ??już teraz wiesz, dlaczego tak uwielbiam ta wodę, potrafi wynagrodzić, cierpliwych?. Siedziałem w tych trzcinach z takim rogalem, że aż mnie twarz bolała.
      Pod wieczór spotkała jeszcze Nas niemiła sytuacja z społecznymi strażnikami, którzy nie przestrzegali przepisów, bo wychodzi z założenia, że to nie ich okręg. Szkoda słów, starszy gość, co chwilkę do mnie mówił, ?że mną nie wygrasz?. Tak to jest jak dziadek na starość zostaje strażnikiem, poznaje kilku strażników i już myśli, że jest ?Strażnikiem Teksasu?.
      Szkoda tylko tych okoni, których dwaj strażnicy we wiadrach mieli grubo ponad 20 kg. A my wędkarze cięgle czepiamy się rybaków i kłusowi, jak tu pod nosem ci, którzy mają nam pomagać sami robią w ciula. Nie będę się tu rozwijał o tym, to temat na inny wpis.
      Po chwilach radości z sandaczem i chwilach nerwów ze strażnikami nastała noc. Noc, który przyniosła tylko cisze, po rak kolejny bez brania. Koło godziny 4:00 rano zaczynamy się pakować. Podchodzę do Arka i pytam;
      - I jak podsumowujesz wypad?
      - No jak, dobrze, złapałeś sandacza życia i inne rybki też były?
      - Wiesz, Ty akurat nic nie dostałeś, niejeden by sobie włosy z głowy wyrywał po tylu godzinach siedzenia bez efektu
      - Spokojnie na pewno tu wrócimy ? zakończył z uśmiechem na ustach Arek.
      Pomyślałem sobie, że chyba dobrzy koledzy wędkarze mnie otaczają, nie umiem sobie przypomnieć sobie takiego, który by miał jakieś olbrzymie ciśnienie na wyniki. Każdy jedzie na ryby, ale nie denerwuje się, że nie biorą, bądź nie zwija kijków i nie jedzie do domu jak nie biorą. Spokojnie wyczekują, cierpliwie obserwują, do domu z uśmiechami wracają. Tak dalej chłopaki.
      Zainspirowany tym wypadem stwierdziłem, że w następny piątek ruszę sam na noc w moje ulubione miejsce na Martwej Wiśle.

      Piątek, szybko uciekam z pracy. Zaliczam sklep, wpadam do domu, znoszę sprzęt do auto i znikam w pościeli. Pobudka 22:30, termos pełny i atakuje wodę.
      Zajeżdżam do celu koło północy. Szybko się rozkładam, zanęta rozrobiona, zestawy w wodzie, świetliki na szczytówkach. Koło godziny drugiej czuje, że zasypiam. Popijam ciepłą herbatkę, ale czuje,że to tylko pogarsza sytuację.
      Zamykam oczy, otwieram, zamykam, i już ledwo, co otwieram, zdejmuje lekko gumofilce i zamykam, nie otwieram.
      Nagle przebudzam się, niepewnie się rozglądam, czuje dziwny ciężar na nodze. Zerkam na dogi i nagle oczom nie wierzę. Na gumofilcu , części filcowej, który lekko sunąłem przed spaniem , leży sobie jeż. Przez chwilkę odębiałem, nie miałem pojęcia jak postąpić z takim jeżem. Udało mi się dosięgnąć do dużego worka materiałowego, którego zawsze biorę na dorsza. Owinąłem rękę w tym worku, delikatnie złapałem ?śpioch?, udeptałem mu legowisko w trawie i położyłem. Niestety po odłożeniu ?śpioch? chyba się spłoszył i odszedł. Szkoda, bo nie chciałem go płoszyć, dla mnie mógł nawet spać na mojej nodze, tylko ja się na początku lekko przestraszyłem i od razu reagowałem.
      Po odłożeniu jeżyka zacząłem lekki rozruch żeby się przebudzić. Zestawy pozmieniane, posprawdzane, przerzucone. Z trawy dobiegają dziwne dźwięki. Pierwsza myśl, śpioch wraca Ale za dużo było tych dźwięków jak na jednego .jeża, rozwijam podpórkę, łapię latarkę. Zaczynam buszować po trawie w celu spłoszenia tajemniczych osobników. No i są , z trawy wyskakują szczury jak szalone. Hmmmm przyjechałem tu na rybki nie do ZOO, jeżyka rozumiem ale szczury to już nie tak przyjemne osobniki. Jeszcze kilka chwil pobuszowałem i wydawało mi się, że przegoniłem gryzonie. Ale nic błędnego kiedy wróciłem do wędek to namierzyłem jednego jak siedział na kamieniach i przyglądał się co robię.

      Odpuściłem mu, nie chciałem być postrzegany jako niepełnosprawny umysłowo wędkarz, który w nocy z latarką i podpórką lata i szuka czegoś w trawie wydając przy tym dziwne dźwięki.
      Noc nie przyniosła żadnych efektów rybnych, chociaż może i były tylko moją uwagę ściągnęły inne zwierzątka.
      Poranek był tego dnia cudowny, potężny wiatr, przelotne deszcze i okropna wilgoć. Wszyscy wędkarze którzy stali w okolicy poznikali z pierwszym deszczem. Mnie z samego rana powitały cztery kaczki, które kręciły się w kółko moich wędek. Dałem radę z jeżem i szczurami dam z kaczkami. Rybki nie brały więc miło było się po przyglądać co kaczki wyprawiają.
      Sama Martwa Wisła leży obok rezerwatu ?Ptasi Raj? , można tu spotkać naprawdę sporo najróżniejszych ptaków. Jeżeli ktoś interesuje się fotografią i ptakami to na pewno ten rezerwat to świetne miejsce.
      Po raz kolejny koło godziny 6:00 zaczyna się akcja, brania znikąd, rybka za rybką. Szok, trzeba swoje odsiedzieć, a Wisełka wynagrodzi
      Koło 9:00 telefon. Kol Minus wpada z odwiedzinami.10:00 uściski i Minus rozwija spinning. Od razu pomyślałem ?teraz to będzie akcja?, jednak tego dna drapieżnik nie współpracowały z Minusem.
      Sam Minus był lekko zdziwiony, że w końcu na Martwej pojawiły się rybki. Wielu spisywało już tą wodę na straty, odpuszczali. Nawet Minus mówi, że dziwił się czemu pomimo braku wyników Ja nadal jeżdżę tam z misją. Tego dnia zrozumiał gdy zobaczył mój uśmiech na ustach.
      Sama Martwa Wisła na pewno czaruje większą ilość wędkarzy, świadczy o tym fakt że o godzinie 4:00 rano często nie ma gdzie stanąć bo już tyle ludzi łapie rybki. Sam brzeg jest tak urozmaicony, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Są trzciny w których człowiek czuje się jak w saunie, z jednej strony wał z drugiej trzciny, jest kamienisty brzeg, wał, miejscówki koło drzew, w krzakach, koło ulicy, daleko o cywilizacji, naprawdę do wyboru do koloru. Sporo dzieje się również na samej wodzie, łódki wędkarskie, jachty, barki.
      Im straszy tym bardziej zafascynowany tą wodą. Kolejnym krokiem będzie łódka którą już po woli organizuje.
      Serdecznie pozdrawiam Minusa, Arka, wszystkich napotkanych nad wodą, oraz portalowiczów.
      Pamiętajcie na ryby zawsze jest pora, i wyniki nie świadczą o tym czy woda jest dobra czy zła. Każdy lubi co innego, a na tej wodzie jest prawie wszystko, przeróżne rybki, zwierzęta, flora.Jeszcze raz pozdrawiam i do zobaczenia nad wodąDawno temu, kiedy młody człowiek w głowie miał zabawę w wojnę na podwórku z kolegami, Ojciec zabrał mnie nad oblodzoną rzekę, na której siedziało mnóstwo wędkarzy na ryby. Dokładnie nie pamiętam całego wypadu, ale kilka szczegółów zapadło mi w pamięci.
      Pamiętam, ze na lodzie siedziało grubo ponad dwustu wędkarzy, wyglądali jakby było im zimno i dlatego tak blisko siebie siedzieli. Pamiętam jak siedziałem zmarznięty nad przeręblem i przepływająca środkiem barka ruszyła cały lód. Byłem wtedy, bardzo przestraszony, bo nie wiedziałem, co się dzieje.Pamiętam jak nagle zaczęło się pospolite ruszenie na lodzie. Kiedy u ostatniego wędkarza pojawiły się dwa okonie, cała wiara biegiem biegła aby robić przeręble zaraz za nim z okrzykami ? Okoń wchodzi z Zatoki?. Biegłem również za Ojcem jak wszyscy. Ale najbardziej zapamiętałem oblicze samej rzeki, jej szerokość, to jak jest duża. W tamtym czasie ta wielkości powodowała, ze uważałem to za tajemniczy, niezbadany teren.



      Kolejne kontakty z ta woda miałem tylko wzrokowe, kiedy to także z Ojcem jeździłem na okoliczne kanały, zawsze przecinaliśmy tą rzekę bądź przejeżdżaliśmy zawsze nad samym jej brzegiem, żeby dotrzeć do celu. Po mimo dorastania pogląd o tej rzece nie zmieniał się, nadal uważałem, że jest to tajemniczy nie do końca wybadany teren. Cały powtarzałem sobie, że kiedyś tam wrócę i będę odkrywał potencjał, który drzemie w tej rzece.
      Człowiek dorastał, wyrobił sobie kartę wędkarską i przy wykupywaniu pozwoleń oszalał:-
      - Bierze pan tylko nizinne ? pytała Pani skarbnik z mojego koła
      Zapytałem:
      - a co ma Pani jeszcze do zaoferowania?
      - Wisła 6,Elbląskie oraz Martwa Wisła?
      Kiedy usłyszałem Martwa Wisła przestałem słyszeć co mówi do mnie Pani skarbnik, widziałem tylko jak rusza ustami, ale myślami już byłem na rybach nad Martwą Wisłą.
      Byłem w takim amoku, że odpowiedziałem:
      - Biorę wszystko - i wyszedłem z biura dumny jak paw.

      Czułem, że wracam w rejony, które zauroczyły mnie wędkarstwem.
      Od tamtego czasu większości moich wypadów jest skierowana w tamtym kierunku.
      Sama, rzeka nie jest łatwa, jest bardzo kapryśna, ale potrafi zaskoczyć i rozkochać w sobie nawet najbardziej wybrednych wędkarzy. Do zdobycia jest tam każdy gatunek ryby i to nie tylko śródlądowych, ale także morskich. Często słyszałem, że łapie się tam flądrę, nawet dorsze na odcinku ujściowym ( tu podkreślam, że tylko słyszałem, nigdy sam dorsza tam nie złapałem).Zimą pojawiają się poważne okonie, które wpływają z Zatoki Gdańskiej, o Zatokowych sandaczach krążą opowieści, jakie to one w tamtym roku były olbrzymie. Naprawdę każdy wędkarz znajdzie tu coś dla siebie. Najlepszym dowodem na różnorodność są wędkarze. Idąc brzegiem i szukając miejsca często spotyka się karpiarzy, spinningistów, spławikowców, gruntowców oraz sumiarzy, na wodzie zawsze jest kilka łódek szukających drapieżnika.

      Moim ulubionym miejscem jest odcinek w okolicach śluz kanałów Piaskowego i Śledziowego. Niestety jest odcinek bardzo łatwo dostępny dla każdego, a co za tym idzie jest tam olbrzymia presja wędkarska. W okresach letnich praktycznie, co dziennie jeżdżą wędkarze na nocki, jeżeli jedzie się w ?dzień? to nad wodą trzeba być najpóźniej koło godziny czwartej rano, potem jest problem z ciekawymi miejscami.
      Mimo tak dużej presji wędkarskie woda nie jest przynęcona a rybki jak są w okolicy to współpracują. Największym zagrożeniem tej wody są okoliczni mieszkańcy wiosek, którzy na potęgę wyciągają z wody, co mogą i w każdy zakazany sposób. Często są sytuacje, że podchodzą tubylcy z rybkami i za przysłowiowe ?na flaszkę? je sprzedają, z resztą w dalszej części opiszę jedną taką sytuację.
      Starczy już tych, wspominek, czas przejść do rzeczy, bo łezka w oku się zakręci


      W obecnym roku wypadów mnóstwo, opisze tylko te, które były naprawdę godne uwagi i zawsze coś działo się na nich.
      Zacznę od przełomu lutego i marca. W tym okresie zawsze jestem pochłonięty wyprawami dorszowymi, ale pewnego dnia wpadłem na pomysł, żeby zrobić rekonesans jak tam moja miejscówka wygląda. Wsiadam w samochód z rodzinką, wypad pod kryptonimem spacer. Mój cel to sprawdzić czy już zeszły lody. Ląduję na woda, spacer nie wypala, ponieważ żona stwierdza nagle, że jest za zimno, Ja osiągam swój cel. Kra na rzece, uśmiech na ustach. Szybka nawrotna do domu. Biegnę po schodach cały nakręcony, siadam do kompa i sprawdzam pogodę długoterminową. Okazuje się, że w najbliższym tygodniu temperatura dodatnia.
      Następnego dnia wchodzę do wędkarskiego i już robię pełne zakupy śródlądowe. Sprzedawca strasznie zdziwiony zadaje pytanie:
      - Gdzie pan jedzie ze tyle już kupuje?
      Odpowiadam:
      - Martwa Wisła
      - OOO Panie to za szybko i za zimno jeszcze na rzekę.
      Odpowiadam:
      -Jak się jedzie po rybki to może i za szybko, a jak się lubi wędkować to nigdy nie jest za szybko, za zimno, po prostu się jedzie.



      Mija tydzień pracy. Piątek 23:30 już postawiony do pionu, szybka herbatka, termos pełny i ruszam. Koło godziny 1:00 jestem na brzegu. Wychodzę z auta, rozglądam się i czuje, ze będzie pięknie.
      Pojawiają się pierwsze problemy, ziemia jest tak zmarznięta i twarda, że nie sposób wbić podpórki. No, ale na wszystko znajdzie się sposób. Szybko biegnę do samochodu po młotek i popsutą podpórkę. Tym kompletem porobiłem sobie otwory na docelowe podpórki. Kijki rozłożone, zestawy w wodzie. Siadam na siedzisku otwieram termos, rozglądam się dookoła myślę sobie ? naprawdę jest pięknie?.
      Wszędzie w około pozostałości po śniegu, ze słupa elektrycznego, koło które siedzę, zwisają i spadają sople, wszystko w koło lekko białe.
      Do godziny 10:00 bez brania. Ale celem wypadu nie było na trzaskanie potężnej ilości ryb tylko wypad nad wodę. Nagle szczytówka lekko się ugina i odskakuje, podchodzę do kijka pełen nadziei, kolejne ugięci i zacinam. Pusto, przy zwijaniu zestawu zauważam identyczna akcje na drugim feederku. Rozglądam się po wodzie i już wiem, w czym tkwi problem. Została otwarta śluza od kanału Śledziowego i wydostaje się cała zebrana kra z kanałów. Nic, trudno przerwa.Po odczekaniu koło jednej godziny spokojnie mogę wrócić do wędkowania.
      Kolejna akcja, szczytówka w ruchu, szybko sprawdzam wodę czy to nie kolejna przepływająca kra. Już mam zaczynać, ale nagle słyszę za plecami:
      -Dzień dobry ziomek
      Odwracam się a tam stoi gość, wyglądający jak by wrócił z wojny, głos jak śmierć.
      Niepewnie odpowiadam:
      - Dzień dobry
      Rozmowa się rozkręca;
      - I jak chodzi rybka?
      - No właśnie miałem pierwsze branie a Pan mnie straszy
      - Hehehe; Tu nic nie złapiesz
      - Dlaczego?
      Nagle, gość pokazuje mi reklamówkę pełną leszczy takich do kilograma.
      Bez zastanowienia pytam się:
      - Gdzie Pan to złapał?
      - Tu obok
      - Jak obok? Skoro stoję tu od 1:00 rano i nikogo w pobliżu nie było?
      - No dobra nie ważne ( dziwnie chrząknął)

      Od razu wydało mi się to podejrzane. Słyszałem dużo o tubylcach, którzy polują na rybki w tym rejonie.
      W tym momencie myślałem, że rozmowa się urwała i ?Diabeł? odszedł, ale nie nagle słyszę:
      - Ziomek chcesz kupić te leszcze?
      - Pokaże Pan ta siatkę?
      Kiedy zajrzałem, zauważyłem że rybki jeszcze się ruszają. Poczułem misję.
      - Biorę, ile za nie?
      - Na flaszkę i będzie git
      - To 20 zł starczy?
      - Starczy
      Zapłaciłem ?Diabłu? i od razu rozwinąłem siatkę, włożyłem rybki do siatki w celu sprawdzenia czy dadzą jeszcze radę, czy już padły. Podczas wkładania ich do siatki oglądałem każdego dokładnie. Żadna rybka nie miała śladów haka na pysku, wnioskowałem, że chyba na wędkę to one nie zostały złapane.
      Minęło kolejna godzina, leszczyki w siatce żwawo zaczęły się ruszać, bardzo cieszył mnie ten widok, bo celem docelowym rybek była rzeka, a nie siatka. Tak przyglądałem się tym leszczom a tu nagle branie. Podskakuję z siedziska, chcę łapać wędkę a tu słyszę:
      - Dzień dobry
      Hmmm myślę ?Diabeł? znowu przyniósł rybki, bo wyczuł, że ma kasę.
      Odwracam się a tam stoi starsza para. Kamień spadł mi z serca.
      - Dzień dobry.
      - Bierze coś?
      - Niestety miałem dwa brania, raz nie zaciąłem, bo zagadałem się z tubylcem, drugi raz też bez zacięcia, bo rozmawiam z Państwem?
      - No jak nie bierze jak ma Pan cała siatkę ryb.
      - Hehe rybki kupiłem od tubylca, żeby wypuścić je.
      - AAA to inna sprawa .Nie za zimno na rybki
      - Nigdy nie jest za zimno, na rybki się jeździ cały rok, nie tylko latem jak jest przyjemnie i wygodnie.
      - No tak, ale nie każdy ma tak wyrozumiałą żonę.
      - Hehe to prawda



      Przez resztę czasu zero kontaktu z rybką. Wiadomo jak to człowiek reaguje jak nie bierze, znaczy się zmiany przyponów, przynęt itd.. Ale wynik był zerowy, w pewnym momencie zrobiło się naprawdę zimno i stwierdziłem, że na dziś chyba już starczy. Spojrzałem na siatkę i pomyślałem, trzeba się za Was wziąć. Rybki były bardzo żywe, pojedynczo wpuszczałem je do wody.Każda żwawo odpłynęła. W tym momencie pomyślałem sobie, jaki to był dobry wypad. Każdy zadowolony, ?Diabeł? ma flaszkę, rybki wróciły do domu, a ja byłem na rybkach w miejscu, w którym uwielbiam spędzać czas.
      Wróciwszy do domu w drzwiach żona od razy pyta mnie czy zmarzłem, czy brały rybki, czy dobrze się czuję, że w taki ziąb jadę nad wodę, co tam się działo. W myślach wszystko jej chciałem opowiedzieć, ale byłem tak wykończony, że nawet nie zacząłem, a już spałem.
      Od tamtego pory wypadów było mnóstwo, ale po za tym, ze nie złapałem tam ani jednej rybki, nic szczególnego się nie działo.
      Przeprowadzając rozmowy ze znajomymi, pytając wędkarzy na forach, wnioskowałem,że ten rok na Martwej Wiśle będzie bardzo słaby. Od końca lutego do połowy lipca sporadyczne osoby łapały sporadyczne ryby. Sporo ludzi zaczęło się zastanawiać czy woda nie jest zanieczyszczana., czy tubylcy nie kłusują, czy woda nie przynęcona. Każdy psioczył, narzekał, ze to koniec tej rzeki. Sam miałem chwile słabości, kol Minus ( portal wedkuje.pl ) też się ode mnie nasłuchał jak już chciałem dąć sobie spokój z ta wodą. Ale kiedy wracałem do domu mówiłem sam do siebie, że kolejny wypad będzie lepszy.
      Pamiętałem poprzedni rok, kiedy to rybki brały dopiero od początku sierpnia. Cały czas ładowałem sobie głowę, że nie zrezygnuję z tej wody, bo to ona mnie zaraziła wędkarstwem.
      Pewnego dnia dzwoni do mnie, kol. Arek z propozycja dwóch nocek na Martwe Wiśle. Nie zastanawiając się przytaknąłem, że wchodzę w ten wypad.
      Arek ląduje na brzegu koło godziny 14:00. Dzwoni do mnie, ze woda martwa nic się nie dzieje. Dołączam koło godziny 20:00. Tego dnia rozłożyliśmy się w trzcinach bliżej śluzy kanału Piaskowego. Miejsce wygląda bardzo rybnie i nie pozostaje nic tylko się rozkładać.



      Przed zapadnięciem nocy zestawy w wodzie. Tym razem nad wodę nie zabrałem feederów tylko delikatne pickery. Nie nastawiałem się na jakieś tam poważne rybki, chciałem odpocząć i przy okazji po wędkować.
      W nocy niestety nic, zero kontaktu z rybka. Arek próbował na wszystko, w wodzie lądowały, pęczki robaków, rosówki, filety, żywce, trupki, dosłownie wszystko i nic, zero brania.
      Koło godziny 5:00 siadła mgła. Z poprzedniego roku pamiętałem m, ze w mgle na tym odcinku rybki naprawdę ładnie brały.
      Szybko się przezbroiłem na delikatne zestawy na leszcze. Spoglądam na wodę i widzę, że chyba cos się ruszyło. Boleń strasznie mocno gania za drobnica, owa drobnica pływa mi pod nogami.
      Chwilkę po tym jak zestawy wylądowały w wodzie mam branie, zacinam i jest. Szok, uśmiech, radość. W końcu są tu ryby, cierpliwość została wynagrodzona.
      Wychodzi leszczyk za leszczykiem. Hmmm powtórka z poprzedniego roku. Koło godziny 12:00 brania siadły. Słońce zaczęło prażyć, siadł wiatr idealne warunki do opalania.
      Zacząłem opowiadać Arkowi historie, w połowie jakoś dziwnie wyczułem, że Arek albo gdzieś poszedł albo jej nie słucha. Podchodzę do jego stanowiska i widzę a On sobie, śpi. Myślę niezły czubek z Ciebie, tyle czasu sam do siebie gadasz.



      Podczas gdy Arek spał ja łapałem rybki w najlepsze. Niedźwiedź wstał i podszedł do mnie, pogadaliśmy, pojedliśmy, siadam na siedzisku i nagle mega branie ? Wędkę ściąga do wody, szybko zacinam, i czuje mocna dechę. Chciałem krzyknąć ? Arek daj, podbierak?, ale Arek już stał gotowy do akcji.
      Na kiju bardzo delikatny zestaw, wędka w połowie zgięta, cóż to może być. Myślałem, że może jakiś poważniejszy leszczyk. Troszkę musiałem się na ćwiczyć, ale ryba w zasięgu wzroku i szczęka opada. Sandacz na białe robaki. Podholowuje go do podbieraka, wyciągamy, mierzymy i moja zdobycz ma 53cm. Pierwszy mój tak duży sandacz i do tego na białe robaki. Kilka zdjęć i siadam nadal do wędek.
      Strasznie ta rybka mnie ucieszyła. Mówiłem do Arka ??już teraz wiesz, dlaczego tak uwielbiam ta wodę, potrafi wynagrodzić, cierpliwych?. Siedziałem w tych trzcinach z takim rogalem, że aż mnie twarz bolała.
      Pod wieczór spotkała jeszcze Nas niemiła sytuacja z społecznymi strażnikami, którzy nie przestrzegali przepisów, bo wychodzi z założenia, że to nie ich okręg. Szkoda słów, starszy gość, co chwilkę do mnie mówił, ?że mną nie wygrasz?. Tak to jest jak dziadek na starość zostaje strażnikiem, poznaje kilku strażników i już myśli, że jest ?Strażnikiem Teksasu?.
      Szkoda tylko tych okoni, których dwaj strażnicy we wiadrach mieli grubo ponad 20 kg. A my wędkarze cięgle czepiamy się rybaków i kłusowi, jak tu pod nosem ci, którzy mają nam pomagać sami robią w ciula. Nie będę się tu rozwijał o tym, to temat na inny wpis.
      Po chwilach radości z sandaczem i chwilach nerwów ze strażnikami nastała noc. Noc, który przyniosła tylko cisze, po rak kolejny bez brania. Koło godziny 4:00 rano zaczynamy się pakować. Podchodzę do Arka i pytam;
      - I jak podsumowujesz wypad?
      - No jak, dobrze, złapałeś sandacza życia i inne rybki też były?
      - Wiesz, Ty akurat nic nie dostałeś, niejeden by sobie włosy z głowy wyrywał po tylu godzinach siedzenia bez efektu
      - Spokojnie na pewno tu wrócimy ? zakończył z uśmiechem na ustach Arek.
      Pomyślałem sobie, że chyba dobrzy koledzy wędkarze mnie otaczają, nie umiem sobie przypomnieć sobie takiego, który by miał jakieś olbrzymie ciśnienie na wyniki. Każdy jedzie na ryby, ale nie denerwuje się, że nie biorą, bądź nie zwija kijków i nie jedzie do domu jak nie biorą. Spokojnie wyczekują, cierpliwie obserwują, do domu z uśmiechami wracają. Tak dalej chłopaki.
      Zainspirowany tym wypadem stwierdziłem, że w następny piątek ruszę sam na noc w moje ulubione miejsce na Martwej Wiśle.



      Piątek, szybko uciekam z pracy. Zaliczam sklep, wpadam do domu, znoszę sprzęt do auto i znikam w pościeli. Pobudka 22:30, termos pełny i atakuje wodę.
      Zajeżdżam do celu koło północy. Szybko się rozkładam, zanęta rozrobiona, zestawy w wodzie, świetliki na szczytówkach. Koło godziny drugiej czuje, że zasypiam. Popijam ciepłą herbatkę, ale czuje,że to tylko pogarsza sytuację.
      Zamykam oczy, otwieram, zamykam, i już ledwo, co otwieram, zdejmuje lekko gumofilce i zamykam, nie otwieram.
      Nagle przebudzam się, niepewnie się rozglądam, czuje dziwny ciężar na nodze. Zerkam na dogi i nagle oczom nie wierzę. Na gumofilcu , części filcowej, który lekko sunąłem przed spaniem , leży sobie jeż. Przez chwilkę odębiałem, nie miałem pojęcia jak postąpić z takim jeżem. Udało mi się dosięgnąć do dużego worka materiałowego, którego zawsze biorę na dorsza. Owinąłem rękę w tym worku, delikatnie złapałem ?śpioch?, udeptałem mu legowisko w trawie i położyłem. Niestety po odłożeniu ?śpioch? chyba się spłoszył i odszedł. Szkoda, bo nie chciałem go płoszyć, dla mnie mógł nawet spać na mojej nodze, tylko ja się na początku lekko przestraszyłem i od razu reagowałem.
      Po odłożeniu jeżyka zacząłem lekki rozruch żeby się przebudzić. Zestawy pozmieniane, posprawdzane, przerzucone. Z trawy dobiegają dziwne dźwięki. Pierwsza myśl, śpioch wraca Ale za dużo było tych dźwięków jak na jednego .jeża, rozwijam podpórkę, łapię latarkę. Zaczynam buszować po trawie w celu spłoszenia tajemniczych osobników. No i są , z trawy wyskakują szczury jak szalone. Hmmmm przyjechałem tu na rybki nie do ZOO, jeżyka rozumiem ale szczury to już nie tak przyjemne osobniki. Jeszcze kilka chwil pobuszowałem i wydawało mi się, że przegoniłem gryzonie. Ale nic błędnego kiedy wróciłem do wędek to namierzyłem jednego jak siedział na kamieniach i przyglądał się co robię.



      Odpuściłem mu, nie chciałem być postrzegany jako niepełnosprawny umysłowo wędkarz, który w nocy z latarką i podpórką lata i szuka czegoś w trawie wydając przy tym dziwne dźwięki.
      Noc nie przyniosła żadnych efektów rybnych, chociaż może i były tylko moją uwagę ściągnęły inne zwierzątka.
      Poranek był tego dnia cudowny, potężny wiatr, przelotne deszcze i okropna wilgoć. Wszyscy wędkarze którzy stali w okolicy poznikali z pierwszym deszczem. Mnie z samego rana powitały cztery kaczki, które kręciły się w kółko moich wędek. Dałem radę z jeżem i szczurami dam z kaczkami. Rybki nie brały więc miło było się po przyglądać co kaczki wyprawiają.
      Sama Martwa Wisła leży obok rezerwatu ?Ptasi Raj? , można tu spotkać naprawdę sporo najróżniejszych ptaków. Jeżeli ktoś interesuje się fotografią i ptakami to na pewno ten rezerwat to świetne miejsce.
      Po raz kolejny koło godziny 6:00 zaczyna się akcja, brania znikąd, rybka za rybką. Szok, trzeba swoje odsiedzieć, a Wisełka wynagrodzi
      Koło 9:00 telefon. Kol Minus wpada z odwiedzinami.10:00 uściski i Minus rozwija spinning. Od razu pomyślałem ?teraz to będzie akcja?, jednak tego dna drapieżnik nie współpracowały z Minusem.
      Sam Minus był lekko zdziwiony, że w końcu na Martwej pojawiły się rybki. Wielu spisywało już tą wodę na straty, odpuszczali. Nawet Minus mówi, że dziwił się czemu pomimo braku wyników Ja nadal jeżdżę tam z misją. Tego dnia zrozumiał gdy zobaczył mój uśmiech na ustach.
      Sama Martwa Wisła na pewno czaruje większą ilość wędkarzy, świadczy o tym fakt że o godzinie 4:00 rano często nie ma gdzie stanąć bo już tyle ludzi łapie rybki. Sam brzeg jest tak urozmaicony, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Są trzciny w których człowiek czuje się jak w saunie, z jednej strony wał z drugiej trzciny, jest kamienisty brzeg, wał, miejscówki koło drzew, w krzakach, koło ulicy, daleko o cywilizacji, naprawdę do wyboru do koloru. Sporo dzieje się również na samej wodzie, łódki wędkarskie, jachty, barki.
      Im straszy tym bardziej zafascynowany tą wodą. Kolejnym krokiem będzie łódka którą już po woli organizuje.
      Serdecznie pozdrawiam Minusa, Arka, wszystkich napotkanych nad wodą, oraz portalowiczów.

      Untitled Document
    • Szpula

      Miejskie Łowy 2019

      Nie specjalizuję się w spinningu. Nie czuję powołania do tej dziedziny wędkarstwa ale też nie pałam do niej nienawiścią. Toleruję a nawet niekiedy, dla odmiany, praktykuję. I właśnie okazją ku temu jest zacna impreza mająca swoje miejsce w Gdańsku.



      Byłam po raz trzeci lecz startowałam drugi raz. I wracam dla świetnej imprezy, która jest okazją do spotkania z przyjaciółmi, dla rodzinnej atmosfery oraz możliwości podpatrzenia profesjonalistów, ale zawsze ma to być przyjemnie spędzony czas...

      Szpula 18-06-19 20:44
      Szpula

      Leniwa... Ekhem "Linowa majówka"

      Maj zawsze kojarzył mi się z łowieniem moich ulubionych ryb spokojnego żeru - linów.
      Ale w moich wspomnieniach tak paskudnej majowej pogody jak w tym roku jeszcze nie było. Pada, zimno, wiatr wzmaga fale. Ale najgorsze są te wiosenne burze. Oczywiście dla zapalonego wędkarza to nic.



      Gdy wszyscy pływali w tym sztormie łodziami w poszukiwaniu zębaczy zanęciłam sobie przy trzcinach miejsce gdzie jest wody dosłownie z 1,5 m. Do zanęty lin-karaś wsypałam puszkę kukurydzy i z ręki wrzuciłam...

      Szpula 17-05-19 09:05
      Kinnnnia_fishing

      Piątkowy białoryb

      [SIZE=2][FONT=times new roman]Chyba każdy człowiek uwielbia ten moment kiedy przychodzi piątek. A na pewno ja. Cały ciężar tygodnia potęgowała szarobura pogoda. Piątek też niestety był kolejnym, chłodnym deszczowym dniem, ale odpaliło się krótkie okienko pogodowe. Słoneczko wyszło zza chmurki i nie zastanawiałam się zbyt długo. Pora sprawdzić jak sprawują się białe ryby!

      Przygotowałam sobie dwa zestawy, jeden mocniejszy składający się z wędki match-owej na trochę grubsze ryby, oraz drugi -...

      Kinnnnia_fishing 13-05-19 21:27
      Szpula

      Mała przekora

      Majówkę, wbrew konwenansom, spędziłam łowiąc białoryb. Zaplanowałam sobie tak wszystkie wolne dni. Miało być spokojnie, bez gonitwy. Udało się.

      Gdy wszyscy pędzli skoro świt żeby zwodować łodzie, które miały ich zabrać do zębatej krainy ja usiadłam sobie na pierwszej wolnej miejscówce. Połowiłam linów. Pięknych prosiaczków. Choć bez szału wielkościowego ale ilościowo nie mogę narzekać.

      Opowiem Wam o tym więcej na dniach.
      Ale po pierwszym boomie szczupakowym gdy nad wodami się uluźniło...

      Szpula 12-05-19 22:02
      hi tower

      Wędką i agregatem #9 - Pechowe otwarcie sezonu...

      Wreszcie nadszedł 1-szy maj! Ale jak się oczekuje i chce za dużo to najczęściej życie szybko weryfikuje nasze plany i sprowadza na ziemię. Tak właśnie było w moim przypadku i środa 1-go upłynęła mi na miotaniu się miedzy próbami łowienia pstrągów, szczupaków i boleni. Bezskutecznych...



      Trzy całkowicie odmienne tematy, trudno pogodzić ze sobą przestrzenie. Do tego nie najlepsza forma psycho-motoryczna wywołana nadchodząca zmian a pogody spowodowały że już o 16-tej dałem se na luzzz i...

      hi tower 04-05-19 09:28
      Szpula

      Przyjemne z pożytecznym

      A przygotowałam sobie dzisiaj kilka pełnych zestawów na bacika. Jutro mamy kołowe zawody spławikowe więc uznałam, że fajnie byłoby ukręcić też kilka przyponów. Tylko jakoś tak czasu zaczyna brakować...

      Kręcenie zestawów to jedno ale trzeba je było od razu wypróbować co skończyło się dłuższą posiadówką nad wodą aż słońce zniknęło za horyzontem.

      Choć mam w planie wędkować jutro przy użyciu bata to postanowiłam uzbroić sobie również odległościówkę. Nie kombinowałam z wyborem spławika i...

      Szpula 26-04-19 21:47