Close

    • Wiślane, śliskie grubaski

      Wisła w tym roku jest bardzo niespokojna. Wszystko za sprawą obfitych opadów powodujących drastyczne zmiany stanu wody. Po majowych i czerwcowych powodziach w końcu woda się trochę ustabilizowała i odkryła dotąd zalane ostrogi i miejscówki wędkarskie. Pełni obaw co będzie po zejściu wielkiej wody razem z moim kolegą Arkiem postanowiliśmy wybrać się na nockę nad królową polskich rzek.



      Padło na okolicę mostu w Kiezmarku na trasie Elbląg ? Gdańsk. Jest tam sporo główek, choć i wędkarzy nie brakuje ponieważ to zaledwie dwadzieścia kilometrów od Gdańska, zawsze się jednak znajdzie jakaś miejscówka. Przyjechaliśmy na miejsce wczesnym popołudniem wraz z suczką naszego kolegi, który podrzucił ją na dwa tygodnie Arkowi, gdyż sam wypoczywał w Szwajcarii.
      Zośka ? bo tak się zwie owa suczka to kudłate białe stworzenie o wyraźnie kanapowych zapędach i nienagannych manierach, nie wie jeszcze co ją czeka ale nie widać po niej zaniepokojenia i stresu. Czeka ją noc pod gołym niebem na wiślanej ostrodze wśród komarów i kleszczy. Oby tylko się nie opiła wody z Wisły, bo przyzwyczajona do mineralnej nam się przekręci i będzie afera. Żartowaliśmy sobie, że jeśli pies zejdzie ? tfu ? na psa urok ? to będziemy mieli wkrótce na koncie mandat za mandatem, gdyż właścicielem Zośki jest kolega policjant.
      Pies dostał więc miskę z wodą mineralną i wygodne posłanie, a my rozpoczęliśmy rozkładanie naszych wędek i po chwili rozpoczęliśmy wędkowanie.
      Słońce chyliło się ku zachodowi, na horyzoncie widoczne były pojedyncze cumulusy, był piękny letni wieczór ? wymarzone warunki na nocną zasiadkę. Bezwietrzna pogoda sprzyjała nie tylko wędkarzom, komary również były w swoim żywiole. Okoliczne łąki i krzaki jeszcze niedawno były zalane wodą więc miały insekty tu istne eldorado. Byłem nastawiony na drapieżnika, najbardziej liczyłem na węgorza więc sprzęt był przygotowany na walkę z wielkim śliskim potworem.
      Udało nam się złowić kilka krąpi, mieliśmy również rosówki czas więc zarzucić coś na grubą rybę.
      Jedna wędka z rosówką na haku powędrowała na napływ około czterech metrów od brzegu, blisko podstawy główki. Świetlik na spławiku miał wskazywać branie.
      Drugą, solidnie obciążoną gruntówkę posłałem na spływ w okolice warkocza na znacznie głębszą wodę. Tam filet z krąpia swym zapachem miał zwabić węgorza lub suma. Kolega Arek vel Arulan miał swoje wędki na szczycie główki i rzucił na napływ. Nadszedł czas na kiełbaski i piwko. Rozpaliliśmy ognisko i delektowaliśmy się błogą ciszą popijając browara i zagryzając kiełbaski. Komary nadal nie dawały spokoju, było ich mnóstwo, pomyślałem, że przydałby się lekki wietrzyk który pogoniłby te wredne owady w dzikie ostępy zarośniętych brzegów Wisły. Mam nadzieję, że nie dopadną Zośki i nie wyssają z niej całej krwi, bo będziemy mieli psa na sumieniu i konflikt ze służbami mundurowymi.
      Poza upierdliwymi owadami noc mijała spokojnie, brak księżyca napawał optymizmem i zwiększał prawdopodobieństwo spotkania z tajemniczym i fascynującym węgorzem. Rozkładam karimatę, kładę się przy ognisku i zawinięty w śpiwór jak naleśnik wyczekuję brań od czasu do czasu spoglądając na jaskrawozielony świetlik na moim spławiku. W lekkim półśnie słyszę dzwonek na wędce kolegi ? on go jednak nie słyszy ? śpi w najlepsze. Wołam go, ale kiedy się budzi już nie dzwoni. Pudło.
      Wstajemy, przerzucamy wędki i znowu do śpiwora. Około północy słyszę jak coś puka, podnoszę głowę i co widzę? Moja spławikówka buja się na widełkach jak huśtawka uderzając blankiem w kamienistą ostrogę. Wstałem na równe nogi tak szybko, że aż mi się w głowie zakręciło. Zacinam i czuję, że coś wisi na haku. Następuje totalne przebudzenie i zaczynam holować przeciwnika. Stawia się ale hol nie jest długi bo przynęta nie była daleko zarzucona. Po chwili węgorz leży u moich stóp i wije się jak wąż ? jest duży, naprawdę duży.
      Zestaw cały poplątany ale to nic, ważne, że ryba złowiona. Mam drugą gruntówkę, więc nie tracąc czasu zarzucam kolejną tłustą rosówkę i czekamy dalej. Spać oczywiście mi się już nie chce więc leżę i liczę gwiazdy. Słyszałem, że kilka dni wcześniej w tych okolicach jakiś miejscowy złowił dziesięć węgorzy w jedną noc, ale nie wiem czy w to wierzyć, prawda jest taka, że ja mam jednego i już się cieszę jak dziecko. Tętno mam już w normie więc w spokoju leżę i nasłuchuję.
      Chwilę po godzinie pierwszej rozlega się dźwięk sygnalizatora mojej wędki z filetem. Wolny bieg kołowrotka pozwala na wysnucie kilku metrów plecionki i cisza. Wyłączyłem wolny bieg i czekam aż ruszy. Zaciąłem gdy ryba ponownie ruszyła. Potężny opór wygina wędkę i ryba muruje do dna. Tym razem nie będzie tak łatwo jak z poprzednim. Wędka daleko zarzucona, woda głęboka i do tego silny nurt nie ułatwia mi zadania. Czuję na wędce mocne uderzenia ryby ale holuję siłowo bo wiem, że jest tam dużo kamieni i nie mogę dopuścić do kontaktu ryby z dnem. Napięta plecionka może nie wytrzymać konfrontacji z ostrymi kamieniami, a poza tym ryba może sobie znaleźć kryjówkę z której już jej nie wydostanę.
      Po dłuższej chwili emocjonującego holu w świetle czołówki pojawia się piękny gruby węgorz. Zaraz potem jest już w moich rękach. W spojrzeniu kolegi widzę nutkę zazdrości, no cóż, czasami tak bywa. Szczęście się dzisiaj do mnie uśmiechnęło, następnym razem może być odwrotnie. Tak naprawdę Arek nie był tej nocy zbyt dobrze przygotowany sprzętowo, a poza tym był chyba zmęczony bo spał prawie całą noc, budząc się jedynie gdy go wołałem holując węgorze.

      O świcie obudził mnie boleń uganiający się za uklejkami dookoła główki. Postanowiłem więc, że go złowię i chwyciłem za spinning. Obszedłem kilka okolicznych główek ale mój limit szczęścia się chyba wyczerpał i bolka nie złowiłem. Jeden z węgorzy miał osiemdziesiąt a drugi osiemdziesiąt dwa centymetry. Prezentowały się bardzo okazale. Były grube i pięknie wybarwione. Miały około siedem centymetrów srednicy, nie pamiętam kiedy złowiłem tak wypasione osobniki a kilkanaście dorodnych ryb tego gatunku złowiłem w swoim życiu.
      Untitled Document
    • arasshater

      Leszcz na gumę

      Kolejny wieczór i część nocy spędziłem na Martwej Wiśle szukając sandacza. W tym sezonie, w przeciwieństwie do poprzedniego, coś nie mam do niego szczęścia. W okolicach zachodu słońca w wodzie szalały okonie i jakiś się oczywiście przyłowił. Potem cisza przez ponad godzinę. Około 23 nastąpiło branie, które spowodowało u mnie opad kopary aż po taflę wody. Słyszałem o takich przypadkach ale nigdy wcześniej tego nie doświadczyłem sam. Otóż na haku centralnie wbitym w pysk uwiesił się leszcz 45 cm...

      arasshater 25-06-19 09:41
      Szpula

      Miejskie Łowy 2019

      Nie specjalizuję się w spinningu. Nie czuję powołania do tej dziedziny wędkarstwa ale też nie pałam do niej nienawiścią. Toleruję a nawet niekiedy, dla odmiany, praktykuję. I właśnie okazją ku temu jest zacna impreza mająca swoje miejsce w Gdańsku.



      Byłam po raz trzeci lecz startowałam drugi raz. I wracam dla świetnej imprezy, która jest okazją do spotkania z przyjaciółmi, dla rodzinnej atmosfery oraz możliwości podpatrzenia profesjonalistów, ale zawsze ma to być przyjemnie spędzony czas...

      Szpula 18-06-19 20:44
      Szpula

      Leniwa... Ekhem "Linowa majówka"

      Maj zawsze kojarzył mi się z łowieniem moich ulubionych ryb spokojnego żeru - linów.
      Ale w moich wspomnieniach tak paskudnej majowej pogody jak w tym roku jeszcze nie było. Pada, zimno, wiatr wzmaga fale. Ale najgorsze są te wiosenne burze. Oczywiście dla zapalonego wędkarza to nic.



      Gdy wszyscy pływali w tym sztormie łodziami w poszukiwaniu zębaczy zanęciłam sobie przy trzcinach miejsce gdzie jest wody dosłownie z 1,5 m. Do zanęty lin-karaś wsypałam puszkę kukurydzy i z ręki wrzuciłam...

      Szpula 17-05-19 09:05
      Kinnnnia_fishing

      Piątkowy białoryb

      [SIZE=2][FONT=times new roman]Chyba każdy człowiek uwielbia ten moment kiedy przychodzi piątek. A na pewno ja. Cały ciężar tygodnia potęgowała szarobura pogoda. Piątek też niestety był kolejnym, chłodnym deszczowym dniem, ale odpaliło się krótkie okienko pogodowe. Słoneczko wyszło zza chmurki i nie zastanawiałam się zbyt długo. Pora sprawdzić jak sprawują się białe ryby!

      Przygotowałam sobie dwa zestawy, jeden mocniejszy składający się z wędki match-owej na trochę grubsze ryby, oraz drugi -...

      Kinnnnia_fishing 13-05-19 21:27
      Szpula

      Mała przekora

      Majówkę, wbrew konwenansom, spędziłam łowiąc białoryb. Zaplanowałam sobie tak wszystkie wolne dni. Miało być spokojnie, bez gonitwy. Udało się.

      Gdy wszyscy pędzli skoro świt żeby zwodować łodzie, które miały ich zabrać do zębatej krainy ja usiadłam sobie na pierwszej wolnej miejscówce. Połowiłam linów. Pięknych prosiaczków. Choć bez szału wielkościowego ale ilościowo nie mogę narzekać.

      Opowiem Wam o tym więcej na dniach.
      Ale po pierwszym boomie szczupakowym gdy nad wodami się uluźniło...

      Szpula 12-05-19 22:02
      hi tower

      Wędką i agregatem #9 - Pechowe otwarcie sezonu...

      Wreszcie nadszedł 1-szy maj! Ale jak się oczekuje i chce za dużo to najczęściej życie szybko weryfikuje nasze plany i sprowadza na ziemię. Tak właśnie było w moim przypadku i środa 1-go upłynęła mi na miotaniu się miedzy próbami łowienia pstrągów, szczupaków i boleni. Bezskutecznych...



      Trzy całkowicie odmienne tematy, trudno pogodzić ze sobą przestrzenie. Do tego nie najlepsza forma psycho-motoryczna wywołana nadchodząca zmian a pogody spowodowały że już o 16-tej dałem se na luzzz i...

      hi tower 04-05-19 09:28