Close

    • „BHP” w wędkarstwie (nie tylko morskim)

      Dzisiejszy tekst zacznę od wesołego akcentu: przypomnijcie sobie teraz jakiś filmik z cyklu „wędkarskie wpadki”, których w sieci nie brakuje lub po prostu obejrzyjcie go sobie. Śmieszne? Z perspektywy widza wygodnie usadowionego na krześle lub w fotelu z pewnością tak, ale co jeśli efekt takiego incydentu może być groźny dla zdrowia, a nawet życia i to my jesteśmy poszkodowanymi?




      Nie napiszę o regułach zapewniających bezpieczeństwo podczas wypłynięcia łodzią czy pontonem na otwarte morze (bo na tym polu mam zbyt małe doświadczenie), ani o podobnych wskazaniach dla amatorów łowienia spod lodu (bo o tym napisano już chyba wszystko). Na dobry początek będzie o niezłej „wtopie” z moim (niestety) udziałem. Otóż pewnego grudniowego poranka wybrałem się na okonie do portu w Jastarni. Tamtego roku pasiaki gryzły niemalże nieprzerwanie całą jesień i praktycznie każdy wyjazd gwarantował dobrą zabawę. Gdy pojawiłem się na miejscu, spora już grupa moczykijów regularnie wyciągała z wody ładne, wymiarowe sztuki. Ten widok tak mnie rozochocił, że chciałem jak najszybciej do nich dołączyć. W pewnym momencie z otwartego pudełka wiatr zdmuchnął do akwenu moje jedyne opakowanie haczyków. Ponieważ unosiło się ono na wodzie w miarę blisko kei, postanowiłem szybko po nie sięgnąć… Już dotykałem paczuszki końcówką palców, kiedy lekka fala bardziej ją ode mnie oddaliła. Nagle poczułem, że mój środek ciężkości się przesunął i zrozumiałem, że zaraz wpadnę do zimnej wody. Dwie sekundy potem „pluskałem” się tuż przy nabrzeżu nie czując gruntu. Mimo, iż pirs był dość niski i wydawałoby się, że spokojnie można się na niego wspiąć, miałem z tym poważny problem. Zapewne męczyłbym się tak nieco dłużej, gdyby nie pomoc jednego z wędkarzy. Lekcja na przyszłość była prosta; po pierwsze – również w naszym hobby pośpiech nie jest dobrym doradcą (nieszczęsne opakowanie trzeba było spróbować zagarnąć wędką), a po drugie: pełne zimowe „umundurowanie” na czele z ciężkimi butami i szybko namakającą kurtką to dodatkowy balast, utrudniający wydostanie się z wody. Na szczęście strat własnych nie odnotowałem – nie ucierpiały najważniejsze rzeczy, które miałem przy sobie (telefon komórkowy, portfel wraz z zawartością), a cała sprawa nie zakończyła się przeziębieniem, prawdopodobnie też dzięki dość łagodnej, jak na grudzień, aurze. Teraz wystarczy wyobrazić sobie jeszcze gorsze warunki pogodowe (niższa temperatura powietrza i wody), wyższy pirs – taki, jaki mamy np. we Władysławowie, niższy stan wody i… brak osób postronnych. I już przestaje być wesoło.

      Spinningiści łowiący z plaży w rejonach z tzw. lamparcim dnem również nie powinni zapominać o własnym bezpieczeństwie. Bo o ile rzucanie blachami za trocią czy beloną w okolicach Władysławowa, Chłapowa czy Karwi nie wiąże się z większym ryzykiem, o tyle już liczne kamienie występujące na Rozewiu stwarzają zagrożenie wystąpienia „wypadku przy pracy”. Morskie trociowanie to nietani interes, w którym wypadałoby zastanowić się nad dodatkowym zakupem w postaci kija do brodzenia oraz wyposażeniem gumowych butów w kolce. No, chyba, że ktoś wybitne lubi skoki adrenaliny i niezaplanowane kąpiele. W niektórych miejscach, chcąc przejść na pierwszą rewę proponuję dość ostrożnie stawiać kolejne kroki, a kij to w tym przypadku bardzo prosty, acz niezwykle pomocny gadżet. Wiadomo, że wędkarze są pełni poświęcenia, ale czasami należy sobie zadać pytanie: czy warto? W tym miejscu przypomniałem sobie o specyficznych, choć potencjalnie niebezpiecznych miejscówkach w postaci gwiazdobloków przy władysławowskim porcie. Nieraz widziałem ludzi, którzy wchodzili na nie licząc na częstsze brania fląder. Rzeczywiście, pod tym względem to potencjalnie bardzo dobre lokacje na płastugi, tylko czy ryby zrekompensują komuś skręcenie nogi, skutki upadku na kamienie czy ześliźnięcie się do morza? Wątpię. Ponadto jeśli jakaś rzecz (np. nóż) wpadnie nam między bloki, w wielu przypadkach albo będziemy mieli poważne problemy z jej odzyskaniem, albo pożegnamy się z nią na dobre. Dużo bardziej komfortowo, bez zbędnego ryzykanctwa i na ogół wcale nie gorzej połowimy z główki lub falochronu. Tu kolejne ostrzeżenie, tym razem dotyczące bezpieczeństwa naszego sprzętu: przy zasiadkach uważajcie na jednostki wchodzące do portu! Co prawda zerwane zestawy każdy jakoś przeboleje, ale już ściągnięcie wędzisk do wody – niekoniecznie. Nie jest to sytuacja wydumana, sam bowiem byłem świadkiem takiego wydarzenia i mogłem jedynie współczuć człowiekowi, który nie zdążył uratować swoich wędek.

      Osobnym zagadnieniem jest zjawisko pogodowe zagrażające nie tylko naszemu zdrowiu, ale i życiu. Mowa oczywiście o burzy. Zanim rozpęta się na dobre, powinniśmy już dawno zwinąć swój sprzęt – nawet dziecko powinno wiedzieć, że kije (zwłaszcza węglowe) są doskonałymi „ściągaczami piorunów” i wędkowanie w takich okolicznościach to wręcz proszenie się o tragedię, a w najlepszym razie o zniszczenie wędziska. Tak było na drugim KLS-ie (zawody Klubowej Ligi Surfcastingowej) w 2016 roku, kiedy to właśnie z powodu burzy organizatorzy musieli przerwać imprezę. Zawodnicy opuścili swoje stanowiska, a w pozostawioną na plaży wędkę (która wcale nie stała na sztorc!) jednego z nich uderzył piorun. Film z tych zawodów, a w nim efekt niszczycielskiego działania żywiołu, możecie zobaczyć na stronie wladek.pl (kategoria „wędkarstwo”, podkategoria „surfcasting”, dalej klikamy „Leszczowanie 2016 – 2 KLS BURZA”). W tym roku, w czasie trollingowania za beloną na wodach Zatoki Puckiej mnie i moich kolegów ciemne chmury i grzmoty przetaczające się nad Puckiem przestraszyły na tyle skutecznie, że pruliśmy naszą łódką (na tyle, na ile pozwolił nieduży silnik) w stronę półwyspu. Później okazało się, że burza przeszła „bokiem” w stronę Swarzewa, a do Władysławowa nie dotarła w ogóle, ale w takich sytuacjach ostrożności nigdy nie jest za wiele.

      Ostatnie przykłady dotyczą mojej ulubionej dyscypliny, czyli pstrągowania. Tu, wbrew pozorom, zagrożeń nie brakuje. Kiedyś nie dysponowałem jeszcze wyczepiaczem do przynęt i bywałem zdeterminowany w odzyskiwaniu wabików zablokowanych w różnego rodzaju zaczepach. Woda w woderach to normalka, ale zdarzyła mi się też jedna poważniejsza kąpiel po ześliźnięciu się z małej skarpy (dobrze, że był ciepły, letni dzień). Mój kolega zawsze powtarza, że nawet najdroższy wobler czy ulubiona blacha nie są warte utraty zdrowia, a tym bardziej życia. Gdzieś czytałem o doświadczonym muszkarzu, który utonął w rwącej rzece i – mając na uwadze własne doświadczenia – nietrudno mi wyobrazić sobie taki wypadek. Podczas pstrągowania w wielu sytuacjach już „z automatu” uruchamia się u mnie wyobraźnia, która podpowiada na przykład, że nie warto pakować się na bardziej podmokły czy mulisty teren. Czasami po prostu trzeba odpuścić…
      Podobno lepiej uczyć się na cudzych błędach, ale własne potknięcia na dłużej zostają w pamięci i prowadzą do konkretnych wniosków. Wszędzie tam, gdzie istnieją dla nas zagrożenia nie dajmy się ponosić ułańskiej fantazji, zachowując zdrowy umiar i rozsądek.


      Jarek Rusak (jareck)
      Untitled Document
    • jareck

      Raporty z portu (4/2019)

      Data: 20.03.2019
      Miejsce: Władysławowo
      Temperatura powietrza: 70C
      Temperatura wody: powyżej 3,50C
      Wiatr: południowo-zachodni, 14-16 węzłów.

      Mamy drugą połowę marca i ostatni dzień kalendarzowej zimy. To odpowiednia pora by zadać kluczowe dla wielu portowych moczykijów pytanie: co z tym śledziem? W poprzednich latach większe ławice wchodziły w akweny z pierwszym, wyraźnym ociepleniem, czyli na ogół pod koniec marca lub na początku kwietnia. Z zasłyszanych opinii...

      jareck 20-03-19 22:16
      hi tower

      Wędką i agregatem #5 - Co mieszka w wodzie "po jajka"?

      Połowa marca, sezon trociowy w solance powoli se rozkręca przed wiosenną kulminacją. Ale czy brodząc wzdłuż Bałtyckich plaż w poszukiwaniu morskiego srebra, nie zastanawiało Was czego te ryby mogą szukać w tak płytkiej wodzie?


      Osobiście bardzo często podczas wczesnowiosennych połowów za trocią w strefie brzegowej, odnoszę wrażenie ze woda w której brodzę jest raczej jałowym pustkowiem piasku czasem żwiru i kamieni. Czasem tylko przemknie przed nogami ławica maluteńkich zielonkawych tubisów...

      hi tower 13-03-19 21:47
      Szymon Szymański

      #2 Luty na Detox'ie

      Ostatni tydzień lutego to kolejne rybne dni na Detox'ie, które zakończyły rewelacyjny bilans tego miesiąca.



      To był wyjątkowy czas, było dużo pogody, a przede wszystkim ryb, wśród których nie brakowało łososi dobrze przekraczających metr. Wśród łososi trafiały się też grube trocie. A my cały czas wykorzystujemy każdy dzień z pogodą, na życzenie wędkarzy nawet te z najtrudniejszymi warunkami, które umożliwiają jeszcze łowienie. Ewenementem o tej porze jest woda, która przekracza 4...

      Szymon Szymański 13-03-19 12:46
      Lucky John

      Makora spin 8

      Szukając wysokiej klasy kołowrotka do zadań specjalnych, koniecznie musisz zapoznać się z ofertą LUCKY JOHN.

      Na pierwszy ogień idzie nasz flagowiec, czyli srebrna MAKORA SPIN 8. Kołowrotek dostępny jest w trzech rozmiarach najmniejszy 1500, średni 2500 oraz największy model o oznaczeniu 3000, który posiada szpulę o pojemności 150 metrów linki o grubości 0,285 milimetra.


      Makora z nawiniętą plecionką Basara x4 0.091, o której w następnym wpisie.

      Jest to solidna...

      Lucky John 11-03-19 21:29
      Szpula

      Feederowe otwarcie sezonu

      Po nieudanej próbie wędkowania w sobotę nadszedł czas zawodów na prywatnym łowisku u Państwa Ossowskich w Koszelewach.



      Prognozy pogodowe nie były obiecujące. Silne wiatry, zapowiedź deszczu ze śniegiem i niska temperatura mogły odstraszyć nie jednego śmiałka. Ale nie nas!



      Przyjechaliśmy na łowisko stałą ekipą. Na miejscu okazało się, że pojawiło się także kilku starych znajomych, z którymi często spotykaliśmy się na zawodach gruntowych w poprzednich latach.

      Szpula 11-03-19 19:24
      Szpula

      Fallstart

      Znacie to uczucie, gdy na coś bardzo czekacie, nadchodzi moment gdy już wyciagacie po to rękę ale upragniona zdobycz czmycha?

      Wybrałam się dzisiaj nad moje ulubione jeziorko i wiecie jak się skończyła moja przygoda? Wycieczką w tę i spowrotem hehe.

      Spakowałam cały niezbędny majdan aby móc powędkować na quiver (bardzo lekką wersję feedera) a po dotarciu na miejsce okazało się, że tylko kawałek od brzegu łowisko jest odmarznięte. Przy tak cienkich żyłkach i lekkich koszykach nie było mowy...

      Szpula 09-03-19 22:25